Ryszard Jan Pawłowski
Urodzony w Bogatyni w 1950 roku. Zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik górski.
Wziął udział w ponad 250 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył dziesięć szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611 m) płn. Filarem od strony chińskiej.
Jest jedynym Polakiem, który 3-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu (8848 m).
Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi.
Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Adama Zyzaka, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i wielu innych sławnych himalaistow.
Jest członkiem prestiżowego The Explorers Club w Nowym Jorku, stowarzyszenia zrzeszającego ok. 3000 odkrywców i badaczy z kilkudziesięciu państw wszystkich kontynentów.
Otrzymał szereg nagród i wyróżnień w dziedzinach fotografii oraz filmu dokumentalnego.
Filmy Pawłowskiego były pokazywane na Festiwalach Górskich i w telewizji.
Otrzymał trzykrotnie nagrody i wyróżnienia od Ministra Sportu za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.
Szkoli młodych adeptów alpinizmu, organizuje wyprawy i występuje z prelekcjami o tematyce górskiej.
Jest wciąż aktywny , pomimo 40 letniego stażu w górach.
Wśród zdobywców najwyższych gór świata jest rekordzistą.
Trzy razy stawał na Mount Evereście. 23 razy był na szczycie Aconcagua i tyle samo na Ama Dablam, świętej górze Nepalu.
Na Mt. McKinley, najwyższą górę Ameryki Północnej, wspiął się dotychczas dziewięć razy.
Zdobył też najtrudniejszą górę Świata K-2 od strony Chin.
Posiadacz tych rekordów, Ryszard Pawłowski, rzetelnie na nie zapracował.
Chłopak z Rypina
Z rodzinnego Rypina, sennego miasteczka na pograniczu Pomorza i Mazowsza do gór było bardzo daleko.
Dla młodych oprócz rolnictwa nie było tu innych perspektyw. Rysiek, rocznik 50, jak większość chłopaków znad Rypienicy zastanawiał się,
czy jechać na północ do stoczni Trójmiasta, czy na południe, na Śląsk.
Wybrał Zasadniczą Szkołę Górniczą w Katowicach.
Po lekcjach każdą wolną chwilę poświęcał na treningi judo.
Koledzy z internatu stukali się w czoło, gdy słyszeli, że pięć razy w tygodniu przez kilka godzin ćwiczy na macie przewroty.
Kiedy wywalczył tytuł wicemistrza województwa katowickiego, zasłużył na ich zazdrość.
Rysiek zawsze był nad wyraz ambitny - podkreślają koledzy, rodzina, kolejne żony.
Rywalizacja. Sięgnąć najwyżej - to był sens działania.
Dla zwycięstwa nie wahał się postawić wszystkiego na jedną kartę. Dosłownie.
Był taki czas, że grał w karty i dał się ponieść hazardowi.
Opamiętanie przyszło gdy przegrał książeczkę mieszkaniową otrzymaną od rodziców.
- Było mi tak głupio, że przez kilka lat nie jeździłem do domu - wspomina tamten epizod.
Ale właśnie wtedy zaczęła się przygoda z górami. Oddał się jej, jak wszystkiemu co robił, totalnie.
Napał
Kiedy wszystko przegrał i ze wstydu skazał się na samotność, musiał czymś wypełnić dłuższe, świąteczne przerwy w pracy.
Inni zasiadali do wigilijnych lub wielkanocnych stołów, a Rysiek ruszał w skałki Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
W pojedynkę, czasem z partnerem sprawdzał się na coraz trudniejszych skalnych drogach.
Im gorsza na dworze była zawierucha, tym bardziej był z siebie zadowolony, że wytrwał i ukończył wspinaczkę.
Tak samo było, gdy wspinał się w Tatrach. Tkwił w ścianie, kiedy inni grzali się w schronisku i czekali na lepszą pogodę.
On nie miał na to czasu, musiał pogodzić pasję z pracą w kopalni i wieczorowymi studiami na Politechnice Śląskiej.
W dodatku miał ambicję, by należeć do czołówki Klubu Wysokogórskiego w Katowicach.
Tylko dla najlepszych było miejsce na klubowych wyjazdach w Alpy, Pamir, czy do Patagonii.
Chciał zwrócić na siebie uwagę i uprawiał wspinaczkę na granicy możliwości.
Najbardziej ambitne tatrzańskie drogi na Kazalnicy Mięguszowieckiej pokonywał samotnie, tkwiąc zimą po kilka dni w ścianie.
Nawet nawykli do morderczego wysiłku klubowi koledzy nie mogli zrozumieć,
co go popycha ku tak ekstremalnym wyczynom i z pobłażliwością dla kogoś, kto odbiega od normy,
mówili o Pawłowskim "Napał", czyli nieprzeciętnie napalony na góry.
Partner Kukuczki
Determinacja procentowała, otwierała drogę ku coraz ambitniejszym górskim wyzwaniom:
w Patagonii, górach Kaukazu, Himalajach i Karakorum. Wreszcie dopiął swego.
Był partnerem najlepszych. To z Ryszardem Pawłowskim związał się liną Jerzy Kukuczka,
najwybitniejszy polski himalaista - drugi w świecie zdobywca Korony Himalajów -
wszystkich czternastu ośmiotysięczników - mierząc się z południową ścianą Lhotse.
W 1989 roku był to najbardziej ambitny himalajski cel. Kiedy na wysokości 8300 metrów
zerwała się lina i Kukuczka spadł w trzy kilometrową przepaść, Pawłowski musiał stoczyć
batalię o życie. Powyżej ośmiu tysięcy metrów rozciąga się strefa śmierci -
przeżył tam przymusowy biwak. Mimo braku liny i dużych trudności, udało mu się zejść do bazy.
Potem jeszcze kilka razy wypadło mu przeżyć śmierć partnera. -
Było to dla mnie trudne przeżycie - przyznaje - ale nigdy wówczas nie pomyślałem,
aby rzucić góry. Dzieląc się przeżyciami z nieludzkiego świata himalajskich gigantów,
zdradza, że tam wysoko, w ekstremalnych zagrożeniach zawsze znajdował siły, by zawalczyć.
Zero paniki. Maksymalna koncentracja. Każdy ruch jest celny i niezawodny, jak w precyzyjnej
maszynerii.
O krok od śmierci
Miał wiele okazji, by przekonać się, że jego organizm wytrzymuje więcej.
Pięć lat po tragedii Kukuczki, w 1994 roku był liderem brytyjskiej wyprawy na Lhotse.
Huraganowe wichry przegoniły wszystkich w doliny. Został sam w namiociku zawieszonym między
niebem a ziemią na wysokości 7700 metrów. W kurniawie czekał sześć dni i nocy na chwilę pogody,
by wejść na szczyt. - Niewielu zdobyłoby się na taki wyczyn - podkreśla nie bez dumy.
Doczekał się. Wszedł na Lhotse. - Wyprzedziłem nawet słynnego Benoi Chamoux, wchodził po
moich śladach - podkreśla. Mija kolejne pięć lat. W 1999 roku Ryszard Pawłowski po raz trzeci
zdobywa Mount Everest. W zejściu ginie członek jego ekipy, Tadeusz Kudelski, a on sam,
kiedy w śnieżnej zadymce i słabej widoczności, gaśnie mu czołówka, postanawia zabiwakować na
wysokości 8500 metrów. Dopiero w bazie dowiedział się, że podobną decyzję podjęli dwaj inni,
również wielokrotni zdobywcy najwyższych gór. Jeden zmarł z wyczerpania, drugiemu z powodu
odmrożeń musiano amputować palce. Rysiek wrócił na dół prawie bez szwanku.
O krok od śmierci był dwa razy na Pumori. Pierwszy raz urwała się lina, a jemu kiedy już spadał
cudem udało się wczepić w skalna szczelinę. Za drugim razem porwała go lawina, sunął w dół
skalnym kuluarem wśród ton śniegu. Pęd lawiny kręcił nim jak piłką, obijając się o ściany
skalnej rynny. Śnieżny pył dusił, zatykał usta. Zdawało się, że jest bez szans.
Żegnał się z życiem, spadając coraz szybciej. Upadek zamortyzował kopiec śniegu usypany u
podstawy ściany. Podarował mu życie.
Tamten czas, lata dziewięćdziesiąte wspomina jednak jako pasmo sukcesów,
związanych z kolejnymi wejściami na Mount Everest i następne ośmiotysięczniki -
Nanga Parbat, Lhotse, Annapurna, Gasherbrumy i K-2. Dla gór, rzucił też posadę w kopalni.
Na szczyt z klientami
Z propozycją pracy już czekali koledzy - himalaiści z Zachodu - właściciele agencji
wprowadzających bogatych westmenów na himalajskie szczyty. Po kilku latach pracy na cudzy rachunek,
założył własną firmę. Agencja Górska "Patagonia" głównie Polakom ułatwia realizację ambitnych
górskich celów.
Za tę komercyjną działalność nie raz oberwało się Pawłowskiemu od nestorów polskiego himalaizmu,
którzy nie mogą zgodzić się, że dzisiaj często przepustką na Everest jest zasobny portfel.
Ze swoimi klientami Ryszard Pawłowski regularnie, co roku wspina się na najwyższe szczyty -
Aconcaguę, Mt. McKinley i Ama Dablam. Z McKinleyem związany jest rodzinny rekord.
Najmłodszym Polakiem, który stanął na szczycie jest piętnastoletni syn himalaisty Marcin.
Był to rok 1999.
Czas dla rodziny
Z wyczynu syna Rysiek jest dumny. Ta wyprawa zbliżyła ich do siebie. Wcześniej,
kiedy góry były na pierwszym miejscu, dla rodziny nie miał wiele czasu.
Zapewne z tego powodu dwukrotnie rozpadały się jego małżeństwa.
Wspominając, jak walczył o miejsce wśród himalajskich asów i co przez to stracił,
mówi: - Niczego nie żałuję. Teraz mam młodą żonę i córeczkę, które naprawdę kocham.
W związku z Magdą, sam siebie nie poznaje. On, Napał, himalajski twardziel
miał łzy w oczach, kiedy przychodziła na świat ich córeczka Marta.
Nie uwierzyłby kiedyś, że będzie zabiegał, żeby małą odprowadzić do
przedszkola, pójść z nią do parku, na huśtawkę, czy pobawić się klockami.
Zmienił się. - Jestem starszy - wyjaśnia. Ale to nie jedyny powód przemiany.
Nie wstydził się publicznie przyznać w swojej książce "Smak Gór",
że jest to także: "zasługa moich kochanych dziewczyn - żony i córki,
dzięki którym życie nabrało pełnego, nieznanego dotychczas wymiaru."
Kaukaz - pierwsze polskie przejścia
Pamir
Patagonia
Tatry - przejścia zimowe
Yosemite - Kalifornia, USA
Himalaje - Nepal
Himalaje - Garhwal
Hindukusz - Afganistan
Ryszard Pawłowski
organizując komercyjne wyjazdy na wszystkie kontynenty wchodził jako przewodnik
wspólnie z klientami na takie szczyty jak:
Zapraszamy na forum gladzieszpachlowe.pl

